02 lutego 2024

Szkoła a media

 Moim zdaniem mało kto zdaje sobie sprawę jak ogromne spustoszenie w edukacji zrobiły media i kreowany przez nie negatywny obraz szkoły.

Mam na myśli konkretne osoby, jak np. dziennikarze oraz celebryci i patoprawnicy, którzy na hejtowaniu nauczycieli i szkoły, powielaniu mitów o opresyjności i pruskości, zdobyli sławę i pieniądze.
Jeżeli do tego dodamy systemowy, opłacony przez rząd atak, o którym jest mowa w słynnych e-mailach Dworczyka, to można sobie wyobrazić jak wielka jest skala zniszczenia.
Jak w każdym zawodzie, przedsiębiorstwie, korporacji i zakładzie pracy, w szkole również są błędy i nieodpowiedni ludzie. Tyle że tylko szkolne sytuacje są tak szczególnie rozdmuchane.
Teraz żadne akcje pod publiczkę typu zakaz zadawania prac domowych czy odchudzanie podstawy programowej (nota bene znów praca na kolanie i w pośpiechu 🤦🏻‍♀️) tego nie naprawią.
Od jego powstania aż do końca wywołanego słynną likwidacją pracowałam w gimnazjum (20 lat doświadczenia). Nie była to szkoła elitarna - położona w kiepskiej dzielnicy, z mnóstwem uczniów z rodzin dysfunkcyjnych i ze SPE oraz trudnościami w uczeniu się. Było ciężko, ale dawaliśmy sobie radę. Powód był prosty - uczniowie i rodzice nie uważali nauczycieli za wrogów i katów. Zdarzały się sytuacje konfliktowe czy trudności, ale nie było hejtu nawet jeżeli za sobą nie przepadaliśmy. Uczniowie rozumieli lub czuli, że to system ma wady, a oni i nauczyciele muszą w nim jakoś funkcjonować. I że gramy do jednej bramki 🙂
Kiedy mieliśmy kontrole lub badanie jakości pracy szkoły czy też rozważano jej zamknięcie (miała maksymalnie 160 uczniów), bez względu na sympatie czy antypatie społeczność szkolna reagowała na kontrolerów czy inspektorów jak kibice Lecha na przedstawicieli legijnej "żylety" 🙂
Była jakaś solidarność i poczucie przynależności.
Choć w wyniki egzaminów gimnazjalnych mieliśmy w dolnych partiach tabeli, pokontrolne staniny, EWD i inne wskaźniki wypadały w ankietach co najmniej na B, rzadko C. Mogliśmy się "bić" między sobą, ale gdy ktoś atakował z zewnątrz stawały zwarte, jednolite szeregi. Zdarzały się wyjątki, które nasyłały kuratorium. Ale płacili za to cenę - etykieta konfidenta, zwanego dziś "sześdziesioną", nie ułatwiała życia.
I to z tymi właśnie uczniami zdobyłam dla miasta Srebrną Kotwicę Dowódcy Marynarki Wojennej, startowałam z powodzeniem w turniejach gier komputerowych czy konstrukcji OZE (maszyny wodne i wiatrowe) oraz brałam udział w wielu projektach - z ich sukcesem. Rodzice uczniów nawet jeżeli nie wspierali, to nie przeszkadzali w ich realizacji. Uczniowie potrafili być wdzięczni za dostrzeżenie talentu i możliwość rozwoju. Z wieloma mam kontakt do dziś 🙂
I to zniszczono zupełnie - jak wynika z badań PISA. Wyniki są niższe, samopoczucie uczniów - gorsze, a w takich umiejętnościach jak empatia, radzenie sobie ze stresem, kontrolowanie emocji, poczucie więzi i przynależności zajmujemy ostatnie i przedostanie miejsca wśród badanych krajów.
Obawiam się, że bezpowrotnie. Albowiem nie ma takiej pustyni, po której można 40 lat błądzić, by wymarli ci o skażonej mentalności i negatywnym nastawieniu.
Dzisiejszym moim uczniom klas siódmych i ósmych daleko do ich rówieśników z gimnazjum. Osobiście widzę przepaść pod wieloma względami - zarówno kompetencji miękkich jak i twardych. Myślę, że skrzywdzono ich na wielu płaszczyznach.
Brak zaufania do nauczycieli, do ich kompetencji zawodowych i osobistych widać na każdym kroku. Niektórzy rodzice okazują pogardę i lekceważenie mową ciała i zachowaniem. Uczniowie idą dalej - potrafią się tym popisywać przed rówieśnikami.
Z przykrością obserwuję znamiona tego u przedstawicieli ministerstwa edukacji. A jest tylu wspaniałych ludzi, od których mogliby się wiele nauczyć. I niekoniecznie są to superbelfrzy 😜
Znam dobrych dyrektorów obojga płci (Elżbieta Milewska i Jarosław Pytlak), inspirującego wybitnego profesora fizyki (Lech Mankiewicz), świetnych doktorów chemii (Janusz Mrzigod, Tomasz Manszewski, Mirosław Dworniczak, Karol Dudek-Różycki), znakomitą polonistkę od slamu (Dagmara Świerkowska) czy zarażającego pasją historyka (Andrzej Sip), dzięki któremu wiem skąd się wzięła herbata Earl Grey. Do tego grona zaliczam również genialnego profesora Piotra Gąsiorowskiego oraz pozostałych autorów bloga "Eksperyment myślowy" 🙂
Dzieli ich pokolenie, więc ich obraz oświaty i doświadczenia byłyby cenne.
Może warto ich zapytać co i jak poprawić, a nie robić kolejną demolkę ekipą z CKE od wiecznego Marcina Smolika? 😜


23 stycznia 2024

Brak zadań domowych


Przez media i social media przetaczają się dyskusje dotyczące zadań domowych. Bitwa przeciwników i zwolenników ograniczyła się na razie do argumentów wśród co roztropniejszych rozmówców. Pozostali postanowili oddać hołd narodowej tradycji używając argumentów "ad personam" zwanych popularnie pyskówką.

Nie zawiódł mnie jak zwykle dyrektor Jarosław Pytlak, który z wrodzoną sobie wnikliwością zauważył w projekcie rozporządzenia brak zdefiniowania istotnych pojęć.
Konia z rzędem temu, kto wie, co to są prace praktyczne. Kuratorium już zaciera ręce.
Jak wiadomo diabeł tkwi w szczegółach.
Nie przepadam za popcornem, więc wziąwszy słupki warzyw przyglądam się sytuacji.
Dlaczego tylko przyglądam?
Bo nikt mnie o zdanie nie pytał, a zadań domowych nie zadaję od prawie 15 lat.
Ponieważ zawsze starałam się zadawać z sensem, to przestałam, gdy uznałam, że to nie ma sensu.
Chcąc być uczciwą i uszanować pracę uczniów zawsze sprawdzałam i oceniałam każde zadanie, aby uczeń dostawał tzw feedback. To było mnóstwo roboty, choć robiłam to sporadycznie. Ale przy "nastu" klasach o liczbie uczniów powyżej 20 robiło się tego sporo. Matematyki nie oszukasz 😉
Zarażeni ocenozą uczniowie pod presją rodziców - kultystów średniej ocen - korzystali z polskiej kombinatoryki stosowanej 😉
Polega ona na tym, że:
- zadania dla ucznia odrabia rodzic, choć w większości przypadków nie ma takiej potrzeby
- uczeń ściąga od kolegi lub z internetu
- nie liczy się wiedza i umiejętności, tylko średnia ocen
- prawo autorskie jest mitem
- wszystkie zasoby edukacyjne były z rozwiązaniami na stronach typu zdaj.to itp
Zdarzało się, że miałam ciężkie przeprawy z rodzicami z powodu odrzucenia pracy, która ewidentnie była wykonana przez rodzica lub wynajętego zawodowca. Ceniłam te samodzielnie wykonane. To się bardzo nie podobało...
Pomimo korzystania z autorskich pomysłów i materiałów i tak nie mogłam być pewna, że to, co zrobione w domu, to samodzielna praca. Poza tym z przykrością zorientowałam się, że tylko nikły procent uczniów był zainteresowany feedbackiem.
Niektórzy nawet nie zauważyli moich dopisków na swoich pracach.
Efektem takiej postawy uczniów było to, że otrzymywałam fałszywe informacje o ich postępach. Stopnie z pracy na lekcji często były niespójne z tymi z pracy w domu.
Godziny pracy szły na marne - oni bez sensu przepisywali, ja bez sensu sprawdzałam. Powiedziałam sobie "dość!" 😜
Teraz więc nie robię klasycznych kartkówek, sprawdzianów i testów. Nie odpytuję przy tablicy. Stosuję inne metody pomiaru dydaktycznego. Oceniam na bieżąco podczas zajęć.
Okrzyknięta przez jednego z rodziców uczniów lewacką influencerką, postanowiłam zapytać o zdanie uczniów. W końcu temat jak najbardziej ich również dotyczy. Jak zareagowali na pomysł ministerstwa już wiecie 🙂

22 stycznia 2024

Praca domowa zdaniem uczniów


 Propozycje MEN dotyczą uczniów, więc postanowiłam jak zwykle zapytać ich o zdanie.

Przytoczyłam cytaty z wypowiedzi medialnych głoszące brak zadań domowych w klasach 1-3, a w klasach 4-8 jedynie dla chętnych, ale bez ocen.
Żałuję, że osoby decyzyjne nie mogły zobaczyć wyrazu twarzy prawie stu siódmaków oraz rzeszy uczniów z trzech klas ósmych.
"Co za debil to wymyślił?" - takie pytanie słyszałam najczęściej.
Wyjaśniłam, że pani minister zapytała społeczeństwo na FB i dostała kilka tysięcy odpowiedzi oraz że takie były obietnice wyborcze.
Tłumaczyłam, że to dla ich dobra. Według tego, co różne media głoszą, nie mają czasu na odpoczynek, rozwój i hobby, bo kilka godzin dziennie odrabiają zadania i się uczą.
Żaden mój naukowy stand-up, opowiedziany dowcip czy durny filmik na Tik-toku tak ich nie rozśmieszył 😁
Niektórzy prawie pospadali ze śmiechu z krzeseł.
Pytania o stan umysłu twórców tej tezy ponowiły się. Z większości wypowiedzi uczniów wyłonił się obraz wręcz nudzącego się nastolatka, który pomimo zajęć dodatkowych trzy razy w tygodniu wieczorem, w zasadzie nie wie co ze sobą zrobić. Te kilka zadań z matematyki czy innego przedmiotu zajmowało im według ankiety maksymalnie godzinę dziennie. Był czas na grę w Fortnite'a 😉
Czasem musieli popracować więcej, ale tylko wówczas, gdy oddali się prokrastynacji, a nazajutrz był deadline na wypracowanie z języka polskiego. Ale to bardzo rzadko, jak sami stwierdzili.
Z biegiem czasu ich rozbawienie zastępował gniew. Poczuli się zlekceważeni, bo stało się w ich opinii coś dziwnego - nikt ich o zdanie nie pytał. Tymczasem ja przyzwyczaiłam ich do możliwości wybrania np. formy przedstawienia swoich umiejętności.
Niestety będąc ofiarami presji otoczenia i ocenozy że zgrozą zauważyli, że brak zadań domowych na ocenę skutecznie odetnie ich od dorobienia brakujących setnych czy dziesiętnych do średniej, która byłaby gwarantem wyższej oceny.
Panie premierze, jak żyć, gdy nie będzie można zadać tradycyjnego czerwcowego pytania:
"Co syn/córka może zrobić, by mieć na świadectwie wyższą ocenę?"
Zadanie dla chętnych, z dobrym stopniem, potrafiło wyciągnąć z opresji wywołanych porażką np. na sprawdzianie.
System rekrutacji do szkół średnich, promujący ocenozę, wisi nad moimi uczniami jak miecz Damoklesa. Są tak rozgniewani z powodu likwidacji zadań, że gdyby mogli po niego sięgnąć, osoby decyzyjne skróciliby chętnie o głowę 😉
Jestem przeciwna wystawianiu stopni w oparciu o jakąkolwiek średnią ocen i obecnym zasadom rekrutacji do szkół średnich, ale rzeczywistość jest jaka jest 🤪
📷 Grafika wygenerowana przy pomocy Microsoft Bing

21 stycznia 2024

Podwyżka wynagrodzeń


 Czy wiecie dlaczego nauczyciele mają dostać 30% podwyżki, a reszta sfery budżetowej 20%?

Odpowiedź daje prosta matematyka 😜
Gdyby zwiększenie wynagrodzenia dla nauczycieli wyniosło 20%, to nauczyciel z wyższym wykształceniem oraz przygotowaniem pedagogicznym przez pierwsze trzy lata pracy zarabiałby tylko 30 zł powyżej obecnego minimalnego wynagrodzenia. A przecież ma ono wzrosnąć w lipcu!
Zgodnie z opublikowaną przez MEN tabelą wynagrodzeń, nauczyciel po sześciu latach pracy, zdaniu kolejnych egzaminów, dwukrotnej ocenie pracy wg wymagających kryteriów, wielu obserwowanych przez dyrekcję lekcjach i codziennej pracy, otrzyma podwyżkę w wysokości 150zł 🙂
Wynika z tego, że przykladowa nauczycielka z 15-letnim stażem, z uprawnieniami do nauczania trzech przedmiotów, o tyle więcej będzie zarabiać od tzw. świeżynki bez doświadczenia - absolwenta tuż po studiach. Ależ to motywuje!
Społeczeństwo otrzymało od MEN komunikat, że podwyżki są większe niż obiecane w kampanii wyborczej 1500 zł i sięgają 2200 zł.:
⏩ 1577 zł w przypadku nauczycieli początkujących
⏩ 1720 zł w przypadku nauczycieli mianowanych
⏩ 2198 zł w przypadku nauczycieli dyplomowanych.
W rzeczywistości ten wzrost płac jest zdecydowanie niższy niż obiecane 1500 zł, bo dotyczy mitycznych średnich, do których MEN wlicza wszystkie możliwe dodatki, bez względu czy je ktoś dostaje czy nie, w tym również odprawy emerytalne 🤦🏻‍♀️
Średnio to ja i mój kot 🐱 mamy po pół ogona 🤪
Wykres ze strony "Dealerzy Wiedzy" pokazuje zmiany w ciągu ostatnich kilku lat i jak rewelacyjny jest stosunek wynagrodzenia nauczycieli do płacy minimalnej. Tak kuszące warunki pracy i płacy zapewne sprawią, że całe rzesze najlepszych absolwentów dobrych uniwersytetów wybiorą ten zawód i zadbają o rozwój dzieci i młodzieży 🤪

08 grudnia 2023

Choroba nauczyciela

 

Od poniedziałku jestem na zwolnieniu lekarskim. Już w zeszłym tygodniu nienajlepiej się czułam. 

W andrzejkową środę musiałam odwołać spotkanie z rodzicami - nie chciałam ich zarazić i po prostu nie miałam sił. Dzięki chemii i jej osiągnięciom w dziedzinie leków jakoś dociągnęłam do piątku 1 grudnia usiłując pozamykać i dopiąć szkolne sprawy. Tradycyjnie niewiele miały one wspólnego z dydaktyką 😜

Mam wrażenie, że z roku na rok jest jej mniej, bo przegrywa z biurokracją i wszystkim tym, czym powinien się zająć ktoś inny. I są od tego profesje, ale o tym innym razem.

Jak mi się marzy, bym jako nauczyciel mogła wreszcie zająć się chemią i pokazywaniem jej piękna i sensu uczniom, a nie pierdyliardem innych spraw!

Postanowiono na górze (tylko poloniści i może matematycy coś tam wiedzieli, w końcu reszta to jakieś nieegzaminacyjne pierdy) zrobić próbne egzaminy ósmoklasisty. Plotki szły od uczniów, zapytania od rodziców, a był czeski film - nikt nic nie wie...  W końcu się wydało dzięki ogłoszeniu, że będą 5-7 grudnia. Ale zawsze jest jakieś ale i nie jest to rodzaj piwa... 😉

Otóż od października klasy ósme i siódma biorą udział w świetnym projekcie organizowanym przez poznańskie kino Muza pod nazwą "Filmoczułość". To cykl prelekcji połączonych z seansem filmowym i moderowaną rozmową po projekcji, dotyczący rozwoju i problemów młodzieży. Uczestniczymy w nim w ramach realizacji programu profilaktyczno-wychowawczego.

Niestety jeden z egzaminów przypadł 7 grudnia, czyli w dniu, w którym o 9.00 powinniśmy być w kinie, a nie grzać długopisy nad arkuszami. "Filmoczułość" to projekt po patronatem ODN, więc kierownik kina też się musi prawdopodobnie z niego rozliczyć. Zaczęła się więc wymiana maili pomiędzy mną a osobą w kinie odpowiedzialną za projekt, potem z jego kierowniczką, bo tamta miała urlop. Siódma klasa chciała iść w pierwotnym terminie, więc się zrobiła kołomyja elementarna. Niziurski z Bareją by tego nie wymyślił - zaczęła się potyczka biurokracji szkolnej z grantową - wymiana dziesiątek maili i telefonów, żeby to jakoś załatwić. Do dziś czekałam na mail potwierdzający, że się udało przełożyć seans na poniedziałek 11 grudnia. Nikt, kto nie musiał zdobywać zgody dyrekcji, robić karty wycieczki, a potem czyhać, czy wypali dany termin nie zrozumie tej ulgi, jaką poczułam widząc ikonę koperty spod oczekiwanego adresu.

Pomiar temperatury mojego ciała pokazał rankiem 38,9 stopni Celsjusza na dwóch różnych miernikach. Zamiast się w spokoju kurować, to odbierałam od południa smsy i telefony z pracy. Rozumiem, że pewne rzeczy muszą być załatwione, ale nie tak, nie w ten sposób, nie złośliwie.

Uczniowie nie uważali co się do nich mówi, podobnie jak ich rodzice nie czytają co się do nich pisze. Wyrazili zgodę na ten projekt, dostali harmonogram i opis, a nadal niczego nie wiedzą...

I zawracają głowę pani wicedyrektor od wycieczek i zastępstw, a ona - mnie. Dobrze, że znalazłam drugiego opiekuna i zdążyłam zrobić kartę wycieczki tydzień temu, bo chyba by mnie spalili na stosie, że papierka nie ma 😜

A kiedy odmawiam dyrekcji łamania prawa, uruchamiania Librusa i wysyłania dziesiątków wiadomości do nieogarniętych rodziców, to słyszę, że powinnam mieć zdrowy rozsądek i to teraz zrobić, bo dyrekcja nie będzie mnie wyręczać. 

Zgodnie ze zdrowym rozsądkiem powinnam więc mieć w głębokim poważaniu poniedziałkową wycieczkę z klasą do kina i kontynuować zwolnienie w przyszłym tygodniu. 

Ale przecież liczy się tylko dobrostan i prawa ucznia. To ich prawa są nieustannie łamane. 

Nauczyciel to nie człowiek i żyje przecież w nieustannym dobrobycie i przywilejach 🤪

Niech mnie ktoś pocieszy i napisze, że są zawody i miejsca pracy, gdzie można się w spokoju wychorować, gdzie nikt choremu biurokracją głowy nie zawraca, gdzie pozwalają nabrać sił...

Ogłoszono, że nowym ministrem edukacji zostanie pani Barbara Nowacka. Błagam, niech ktoś do niej dotrze i pokaże jak wygląda naprawdę życie pracownika oświaty. Choćby na moich wpisach i tysięcy innych osób z grup nauczycielskich - zwykłych pracowników. 

Zdejmijcie z nauczycieli obowiązek bycia biurem podróży i animatorem kultury w jednym. To powinno być osobne stanowisko administracyjne w sekretariacie!

01 grudnia 2023

Awans zawodowy


 Facebook mi przypomniał, że dziś mija pierwsza rocznica uzyskania przeze mnie wątpliwej wartości tytułu nauczyciela dyplomowanego.

Awans ten uzyskałam się po trzyletnim wykonywaniu "cudawianków" znacznie wykraczających poza zakres obowiązków, napisaniu sprawozdania z całości działań, szczegółowego opisu dwóch z nich oraz egzaminu przed komisją. Stanęłam do niego po ponad dwudziestu latach od uzyskania stopnia nauczyciela mianowanego. Zrobiłam to tylko ze względu na obietnicę daną kiedyś dyrektorowi i jego emerytalne argumenty. Jako człowiek z peselem z zeszłego tysiąclecia, zwykłam ich dotrzymywać 🙂
Tego nie ma chyba w żadnym zawodzie i w żadnym zakładzie pracy czy korporacji, żeby dla awansu robić rzeczy tak wykraczające poza zakres obowiązków. Jeżeli pracujesz dobrze, masz kwalifikacje i umiejętności oraz masz normalnych szefów, którzy to widzą i doceniają, to po prostu awansujesz i zarabiasz odpowiednio lepiej.
Znajomi twierdzili, że przy moich osiągnięciach i tym, co uzyskali uczniowie pod moim kierunkiem, awans już dawno miałabym w kieszeni, podobnie jak miałyby go tysiące oddanych pracy z dziećmi i młodzieżą osób.
Państwo wycenia moją pracę, doświadczenie, umiejętności, osiągnięcia, kwalifikacje i inne "izmacje" raptem na 4550 zł brutto, co netto daje oszałamiającą wręcz kwotę. Nie wiadomo czy się śmiać czy płakać. Najlepiej rzucić to wszystko i ruszyć w Bieszczady 😉
Uczyć będzie mgr Wakat i prof. Absencja 😜
A tak w ogóle, to rozporządzenia o procedurze awansu zmieniają się tak często, że prawie nikt za tym nie nadąża. Można tylko współczuć dyrektorom, którzy mają pracowników na ścieżce awansu, a każdy z nich idzie inną. Biada mu, gdy popełni błąd w obliczeniu długości stażu lub w dokumentach, kiedy jeden nauczyciel zaczął procedury przed zmianami, a drugi po słynnej likwidacji nauczycieli kontraktowych i opiekunów stażu. Teraz zamiast nich są mentorzy, którzy czasem niewiele mają wspólnego z tym, co to słowo oznacza. Zresztą za bycie mentorem dostaje się tak żałosną kwotę, że nawet na kawę z podopiecznym rzeczonego nie stać.
Jedyni, którzy mają z tego bałaganu niezły dochód, to ci, którzy żerują na tym, że prawo oświatowe jest tak mgliste jak dzisiejszy poranek i prowadzą warsztaty, webinary i inne czary-mary o tej tematyce. Trafiają się również tacy, którzy ogarnęli o co chodzi w tym chaosie i pro publico bono objaśniają go pozostałym współcierpiącym. Myślę, że należy im się uznanie 🙂
Przepisy oświatowe są jak SARS-Cov2 - mutują tak szybko, ze trudno za nimi nadążyć. Absurd goni absurd coraz bardziej.
Cała procedura awansu nauczycieli to kolejny dowód na to, że szkoła jest januszexem 😜
📷 Kolaż grafiki wygenerowanej za pomocą AI aplikacji Canva

19 listopada 2023

Mocz, krew i łzy, czyli rzecz o zdrowiu


 Lubię wiedzieć jak coś działa, dlaczego, jakie są przyczyny i skutki różnych zdarzeń. Oglądam więc programy techniczne typu "Jak to jest zrobione?", "Jak to działa?", "Seconds form disaster" czy "Katastrofa w przestworzach". 

Kiedy oglądałam sezon ostatniej z wymienionych produkcji zauważyłam, że NTSB robi coś zupełnie odwrotnego niż jest w Polsce w zwyczaju. Otóż gdy zdarzy się katastrofa szuka się jej przyczyn, wyciąga wnioski, poprawia lub ustala nowe procedury, by zapobiegać tragediom w przyszłości. Nie szuka się na siłę winnych i nie zrzuca jej na pilotów przeznaczając cały budżet i wysiłek jedynie na ukaranie kogoś. Jeżeli pracownicy popełnili błąd, bo byli zmęczeni, niewyspani lub niedoszkoleni, to naganę dostaje firma, która doprowadziła ich do tego stanu.
Polska oświata już jest tragedią, ale nie szuka się przyczyn i sposobów zapobieżenia katastrofie. Przeglądając podrzucane przez algorytmy artykuły i powiadomienia odnoszę wrażenie, że cokolwiek by się wydarzyło winni zawsze są nauczyciele 😜
Ostatnia fala hejtu wzbierająca dzięki działalności edukacyjnych utopistów, pajdokratów, patocelebrytów oświatowych robiących "karierę" i sprzedających swoje książki czy usługi dzięki podjudzaniu, uświadomiła mi jak daleko w naszym społeczeństwie do takiej postawy, jaką pokazuje się w tym programie. 
Nawet państwowy organ - NIK- opublikowała fałszywy w swej wymowie, żałosny w metodologii i wysoce szkodliwy raport, który skrytykowali już eksperci. Fanatyczni obrońcy praw ucznia i głosiciele opresyjności pruskiej szkoły absolutnie nie zauważają jak bardzo jak łamie prawa dorosłego człowieka i odziera z godności pracowników, szczególnie kobiety.
Piszę to z perspektywy prawie 30 lat pracy w oświacie, w dużym wojewódzkim mieście. Jeżeli gdzieś jest lepiej i nie dochodzi do takich sytuacji - to dobrze, nadzieja umiera ostatnia 🙂
Jeżeli uczeń nie pójdzie do toalety np. na lekcji, to aktywiści wrzeszczą, że łamane są prawa człowieka i odziera się go z godności (hejt na nauczycieli gotowy). 
Jeżeli nauczyciel wypuści go z sali do wc, a uczeń coś zrobi (sobie lub komuś, czemuś), to nauczyciel jest winny. Kolejna fala hejtu zalewa fora.
Nauczyciel natomiast nie może pójść do toalety wtedy, kiedy tego potrzebuje, bo bywa, że co przerwę ma dyżur, zdarza się że i przed pracą i po pracy. Uczący w klasach 1-3 są w jeszcze gorszej sytuacji. 
W mojej szkole (łącznie jest tysiąc osób) jest 15 wakatów, ale wszystko jakoś działa dzięki harującym na godzinach ponadwymiarowych. Poza tym nauczyciele wychodzą z uczniami w teren, na wycieczki czy chorują. Braki w liczbie personelu są więc jeszcze większe.  A ponieważ uczniowie są coraz wredniejsi, w polskim i rosyjskim znaczeniu tego słowa, to liczba osób zmuszonych do ich pilnowania wzrasta z roku na rok.
Nie ma więc kogo poprosić, żeby cię na dyżurze zastąpił. Musisz wytrzymać kilka godzin, choćby cię uczniowie pytali czemu masz takie wielkie oczy. Mój ojciec tak żartował, że to od pęcherza - nadmierne ciśnienie hydrostatyczne tak działa 😉
Przykład z mojego życia: 
Poniedziałek - mam dyżur o 7.45 przed lekcjami, zaczynam o 8.00.
Muszę być w pracy o 7.30, aby choć minimalnie przygotować salę przed dyżurem do lekcji i nie tracić potem czasu (włączyć co trzeba itp.). Jeżeli podwozi mnie mąż (dosłownie i w przenośni nie mogę żyć bez niego), to musimy wyjechać o najpóźniej o 7.00 Gdybym jechała MPK, to o 6.30 musiałabym już być na przystanku.
Matematyki nie oszukasz - pomiędzy 6.45 a 13.00 praktycznie nie mam możliwości skorzystania z toalety (non stop lekcje i dyżury). A jakbym jakimś cudem nie miała dyżuru, to uczę chemii i nikt za mnie w pracowni odczynników nie posprząta. Muszę to zrobić zanim wpuszczę do sali kolejną klasę. I dostaję "opr" od dyrektora 🤪
O skutkach zdrowotnych długotrwałego wstrzymywania oddania moczu, takich jak zapalenie cewki moczowej, zapalenie pęcherza moczowego, pęcherz neurogenny i inne dolegliwości, najlepiej wypowie się lekarz. Po dziesiątkach lat pracy w szkole czasem potrzebny jest już nefrolog i neurolog. Lekarz rodzinny załamuje ręce...
Osoby, które choć raz miały tego typu infekcję, dobrze wiedzą jak są one bolesne i uciążliwe. Skądś się przecież wzięło powiedzonko, że w szpitalu nauczycielkę poznają po pęcherzu (dowód anegdotyczny - mnie to też spotkało) ☺️
O zgrozo, nauczycielki są kobietami i mają menstruację. Naprawdę, co miesiąc! 
Ale z jej powodu tylko uczennica może się źle czuć i skorzystać z różowej skrzynki (zresztą świetna akcja) o ile jej koleżanki/koledzy nie wysypali wszystkiego z niej na podłogę lub nie zapchali toalety, co nagminnie czynią marnując tysiące .złotych.
Nauczycielka jest na dyżurze i nie może iść do toalety pomimo tego, że w zasadzie musi. W instrukcji użytkowania tamponów i podpasek jest wyraźnie napisane, że należy je zmieniać w zależności od intensywności krwawienia, co 3-4h, maksymalnie co 8 godzin (nocne).
Może jakiś ginekolog wytłumaczy tym "na górze" czym może skończyć się taki brak elementarnej higieny jak wymiana tamponu/podpaski na czas oraz niemożność skorzystania choćby z chusteczek do higieny intymnej. O podmyciu się to żadna nie śmiałaby nawet marzyć. Przypominanie w zapachu kiepskiego sklepu rybnego czy rzeźnika, za którym psy wyją, na pewno nie odziera dorosłej kobiety z godności 😜
Ale w reklamie mówią, że leki na infekcje intymne to sobie kobieta kupi bez recepty, w każdej aptece. To w czym problem? 😜
Dostajesz zaproszenia na mammografię, zachęcają do badań profilaktycznych, a tu o podstawową higienę nie ma jak zadbać...
Tak, mnie się to wielokrotnie zdarzyło, że poplamiłam krwią odzież i krzesło. Żaden z producentów nie przewidział tego, że trzeba wypuścić specjalną serię o wyższych parametrach chłonności itp.
Mój mąż przyjechał po mnie specjalnie kilka razy do pracy, bo jazda z krwawą plamą na spodniach czy sukience środkami masowego transportu w dobie instagrama i fb na pewno przysporzyłaby mi popularności 🤪
O trudności w usuwaniu plam po barwnych związkach kompleksowych i metaloorganicznych chemicy, producenci środków czyszczących, mordercy i śledczy mogliby tomy napisać. Ja dzięki temu mam nowe krzesło w pracowni - nawet karcher parowy się poddał. Jony żelaza - nie 😉
Średnia wieku nauczycieli oscyluje koło pięćdziesiątki. PESEL z zeszłego tysiąclecia kwalifikuje do menopauzy i andropauzy z wszystkimi ich atrakcjami. Do nich należą również inkontynencja (nietrzymanie moczu), która wg statystyk dotyka co trzecią kobietę po trzydziestce. Panom też się zdarza. Na szczęście z pomocą przychodzi nam chemia i specjalne wkładki, ale je też trzeba zmienić po "zdarzeniu". Strefę "zmoczoną" należałoby potraktować odpowiednio, bo inaczej grozi nam udowodnienie, że na stare lata się dziecinnieje i latanie z odparzonym pupskiem 😉
O tym, że jest to problem, niech świadczy to, że na wieść o tym eseju, koledzy poprosili, żeby o nich też wspomnieć, że przy problemach z prostatą bywa niewesoło, gdy do wc nie ma jak...
Uczeń na lekcji może pić i jeść do woli. Jak mu nauczyciel nie pozwoli, to łamie jego prawa i narusza godność. Nic to, że zdarza się, że uczeń żre zamiast jeść, parskając wszędzie okruchami i prychając kolorowym napojem na podręcznik czy zeszyt lub pracę z plastyki. I tak mu się 6 należy, bo cokolwiek raczył zrobić, a te plamy i okruchy to przejaw artystycznej kreatywności 🤪
Oczywiście przekierowanie krwi z mózgu do obciążonego trawieniem układu pokarmowego i strzał insulinowy po słodyczach świetnie pomaga w skupieniu się na lekcji.
Nauczyciel na przerwie ma dyżur, więc nic nie zje lub zje w biegu coś, co da się w ten sposób zjeść. Ma szczęście jak zdąży się teleportować i ręce przed jedzeniem umyć. O szkodliwości jedzenia byle czego, w pośpiechu lub śniadania rano, potem wiele godzin nic i nadrabianie 
 "zaległości" wieczorem wiedzą lekarze, a zwłaszcza dietetycy i ich pacjenci. O tym, że takie coś jest zabójcze dla ludzi ze stanem przedcukrzycowym czy cukrzycą - również.
Nic to rodzicom i uczniom, że Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej promuje zupełnie inne nawyki żywieniowe i zaleca regularne posiłki o stałych porach. Zgodnie z tym mamy w szkole przerwę śniadaniową i obiadową (20 minut każda) w odstępie 3h (pozostałe maja 10 minut). Ale uczniowie muszą jeść byle jak i byle co i byle kiedy. a przy tym rodzice żądają lekcji o zdrowym żywieniu 🤦🏻‍♀️😁
Uczeń ma prawo do wszelkich dostosowań na lekcjach i na egzaminie ósmoklasisty związanych z jego chorobami. Ale nauczyciel już nie.
Pytałam lekarzy medycyny pracy - jeżeli cię dopuścili do pracy w szkole, to nikogo nie obchodzi twoje zdrowie. Nawet jakbym przyniosła zaświadczenia lekarskie, że "coś tam", to jedynie dobra wola pracodawcy może sprawić, że weźmie to pod uwagę.
Dochodzi więc do takich kuriozalnych sytuacji, że uczeń z cukrzycą może kontrolować podczas egzaminu stężenie glukozy we krwi, zjeść posiłek czy napić się. Nauczyciel pracujący przy tym egzaminie w komisji egzaminacyjnej i chory na cukrzycę może się jedynie napić wody. Nikogo nie obchodzi to, że uczniowie z dostosowaniami mają często wydłużony czas pracy i egzamin trwa kilka godzin. 
Uczeń mający o połowę mniejszą wadę wzroku niż ja miał wszelkie dostosowania. Jakimż chichotem losu było to, że to ja musiałam pisać ślęcząc nad stronicami papierów i opisując co powinnam zrobić, by jemu było lepiej, bo niedowidzi... 
Kto by się tam pracownikiem przejmował 😜
I żeby mnie ktoś źle nie zrozumiał - nie kwestionuję konieczności i potrzeby indywidualizacji pracy z uczniem, dostosowań form i metod pracy, by jego edukacja była efektywna i mógł się rozwijać. 
Nie kwestionuję tego, że są w szkołach, jak w każdym zawodzie, ludzie, którzy się do tego po prostu nie nadają ani tego, że w wielu szkołach źle się dzieje, z krzywdą dla dzieci i młodzieży. 
Ale ta cała sytuacja z walką o prawa ucznia za pomocą niszczenia nauczycieli coraz bardziej przypomina krainę MBM (MontyPython-Bareja-Mrożek) z Beksińskim w tle.
Jeżeli ktoś ma pojęcie o ekonomii, to zda sobie sprawę jakie koszty ludzkie i gospodarcze generuje to, co się wyprawia w oświacie. System ochrony zdrowia, który też ledwo zipie, jest jeszcze bardziej obciążony, bo tak traktowani pracownicy chorują częściej i dłużej, a często i poważniej. Nauczyciele masowo odchodzą ze szkół. Instynkt samozachowawczy każe im się ratować i zgodnie z radami internetowych "specuff" zmieniają zawód/pracę.  
Według władz i niektórych rodziców oraz uczniów nauczyciel nie jest człowiekiem, nie ma potrzeb fizjologicznych, nie ma praw do ich zaspokojenia. Ma zaspokajać zachcianki i potrzeby innych.
Współczuję bardzo wszystkim, którzy mają równie szkodliwe warunki pracy - vide casus pań na kasie w pampersach.
Jeden z rodziców nazwał mnie lewacką influencerką. Nie wiem co dokładnie miał na myśli, ale jeżeli upominając się o prawa człowieka, o prawa kobiet, jestem "lewacka", to trudno 
A jeżeli jestem choć w promilu promila tak influencerska jak reprezentanci tego zawodu, którzy jak Jarosław Pytlak świecą przykładem zdrowego rozsądku i równowagi w tym chaosie, to niech mnie usłyszą ci, którzy chcą i mogą coś zrobić.
Od ludzi przemęczonych, nie wiedzących już czy trzymać mocz czy kredę, bywa że starszych i schorowanych, społeczeństwo oczekuje profesjonalizmu, empatii i wszelkich "izmacji" za płacę zbliżoną do pensji minimalnej. 
Seriously? Nie wiedzą, że jak Polak głodny i niewyspany, to zły? 🤪
Obserwując swój organizm zauważyłam, że jak jestem niewyspana/zmęczona to tracę cierpliwość i łatwiej się irytuję, jeżeli długo nie zjem, to czuję się osłabiona i spada mi nastrój aż do depresyjnego. A jeżeli podobnie reagują organizmy pozostałych nauczycieli? Badania naukowe (jak znajdę, to podrzucę link) wykazały, że w opisanych przeze mnie warunkach ludzie tracą zdolność do odczuwania empatii. Biologii też  nie oszukasz!

Szkoła a media

  Moim zdaniem mało kto zdaje sobie sprawę jak ogromne spustoszenie w edukacji zrobiły media i kreowany przez nie negatywny obraz szkoły. Ma...