14 lutego 2021

Chemia miłości

 

Co to jest zakochanie?

To pytanie nurtuje nie tylko filozofów i artystów, ale również naukowców, którzy analizę miłości postanowili jednak zacząć nie od serca, a od mózgu. Okazuje się bowiem, że to właśnie tam zachodzą procesy, które są tak bardzo charakterystyczne dla stanu zakochania.
Z naukowego punktu widzenia za stan zakochania w dużej mierze odpowiada mieszanka związków chemicznych i neuroprzekaźników, które przewodzą sygnały pomiędzy neuronami. Sprawiają one, że w człowieku rodzą się emocje. Jak jednak zaznacza psychiatra Renata Bobińska, pomimo powszechnie przyjętej opinii, zakochanie nie jest uczuciem.

– Pojęć: „emocja” i „uczucie” w literaturze i w języku potocznym używa się̨ zamiennie, naukowcy jednak podkreślają ich różne znaczenie – mówi ekspertka. Emocja to stan duszy, umysłu i ciała, który jest szybką reakcją na zdarzenia życiowe, a także na innych ludzi. Dotyczy stanów bardziej pierwotnych, służąc do oceny danego zjawiska czy jest zagrożeniem lub przyjemnością. Emocją będzie np. radość, strach lub gniew. Często towarzyszą jej lub następują̨ po niej zmiany somatyczne, ekspresyjne, mimiczne i pantomimiczne oraz reakcje o charakterze behawioralnym.

– Uczucie natomiast jest stanem bardziej złożonym, to procesy psychiczne odzwierciedlające względnie stały stosunek człowieka do pewnych przedmiotów, osób czy sytuacji. Oznacza ono zdawanie sobie sprawy z przeżyć emocjonalnych. Uczucie rodzi się̨ w człowieku, jest wszechobecne. Może nim być: altruizm, lojalność czy właśnie miłość. Innymi słowy można powiedzieć, iż emocje przystosowują nas do przeżycia, a uczucia są związane z przystosowaniem człowieka do życia wśród innych ludzi i w kulturze.

Między nimi jest chemia

Tak się czasami mówi patrząc na dwie osoby, których mowa ciała zdradza, że „mają się ku sobie”. I jest w tym powiedzeniu sporo prawdy. Miłość, w sensie romantycznej relacji między dwoma osobami, składa się z trzech stadiów. Czy zaczyna się od pierwszego wejrzenia? To raczej mit. Zakochanie może zacząć się od odczuć zapachowych. Receptory węchowe odbierają feromony wydzielane przez drugą osobę. Ich działanie u człowieka nie jest jeszcze wyczerpująco zbadane przez naukę. Pod wpływem wrażeń wzrokowych (lub dotykowych) mózg wydziela różne substancje, z których najważniejszą jest fenyloetyloamina (PEA). Związkami chemicznymi wydzielanymi na tym etapie są hormony płciowe (testosteron i estrogen). Dla niektórych ludzi ta faza związku jest na tyle pożądana i satysfakcjonująca, że nie potrafią nawiązać z partnerem więzi będącej drugim etapem miłosnej drogi.

Potem zaczynają się tzw. „motyle w brzuchu”, czyli faza huśtawki emocjonalnej. Stan zakochania związany jest z nadmiernym wydzielaniem się w mózgu monoamin: dopaminy, noradrenaliny oraz niedoborem tamże serotoniny. Ludzie skarżą się na brak koncentracji, trudności w zasypianiu, kołatanie serca, podwyższone ciśnienie, drżenie i pocenie rąk. W przypadku odrzucenia może ponadto dojść do depresji, zaburzeń maniakalno-depresyjnych czy nawet samobójstwa. Objawy te podobne są do tych, które towarzyszom ludziom cierpiącym na zaburzenia psychiczne. Nie bez powodu św. Walenty jest więc patronem nie tylko zakochanych, ale także osób z problemami psychiatrycznymi.

 

Jeżeli szczęśliwie uda się przebrnąć przez ten okres, można zacząć fazę przywiązania. Pomocne są w tym również hormony. Oksytocyna to „hormon przytulania”. Mężczyźni i kobiety wytwarzają go, kiedy dotykają się i obejmują. Wazopresynę nazywa się czasem „hormonem monogamii”. Jego niski poziom może sprawiać, że mężczyźni rezygnują ze związku i szukają nowych partnerek. Poczucie przywiązania, bezpieczeństwa i stabilizacji w związku dają również wytwarzane przez nasz organizm tzw. hormony szczęścia – endorfiny. Podobnie jak spokrewniona z nimi morfina przynoszą dwojgu ludziom spokój, optymizm, poczucie ciepła i harmonii. Pomagają wytrwać w pogodnym związku aż do śmierci. Deficyt endorfin może spowodować, że para zakończy związek znudzona seksem, rozczarowana partnerem bądź żądna przeżywania nowych emocji.

Jest ślepa i ma różowe okulary

W wyjaśnieniu powiedzenia, że „miłość jest ślepa” pomogły badania przeprowadzone na grupie ochotników przy pomocy czynnościowego MRI. Okazało się, że kiedy się zakochujemy, kora czołowa, czyli część mózgu odpowiedzialna m.in. za logiczne myślenie, za planowanie działań, rozważanie ich konsekwencji, a także kontrolę nad gwałtownymi emocjami, jest nieaktywna. Inne badania wykazują z kolei, że stan zakochania „wyłącza” te obszary w mózgu, które kontrolują strach i inne negatywne emocje. To wydaje się być przyczyną, dlaczego wobec ukochanej osoby jesteśmy mniej surowi i krytyczni, znikają wątpliwości i obawy. Zakochanie– odwieczne natchnienie poetów – jest tylko grą hormonów. Stan zakochania wywołują substancje chemiczne, które działają na mózg jak narkotyk. Dlatego dużo prawdy jest w starym powiedzeniu, że gdy budzi się miłość, zasypia rozum, a patrząc na osobę, w której jesteśmy zakochani, zakładamy różowe okulary. Co się wówczas dzieje?

Podwzgórze zaczyna wydzielać fenyloetyloaminę (PEA), będącą neuroprzekaźnikiem. Jej podwyższone stężenie w mózgu z jednej strony objawia się stanami nieuzasadnionej radości, pewnością siebie, podnieceniem czy nadmierną aktywnością na przemian z brakiem koncentracji. Wystarczy spojrzenie osoby, w której się kochasz, dotyk, a nawet sama myśl o obiekcie uczuć, a już dostajesz nową "działkę" narkotyku. To dzięki temu możesz nie zmrużyć oka przez całą noc, a następnego dnia nie czujesz zmęczenia, nawet masz więcej sił witalnych niż zwykle. Z drugiej strony ten hormon powoduje bezsenność, zaburzenia łaknienia, brak tchu czy stany niepokoju i depresji. Tak często czują się narkomani – fenyloetyloamina jest substancją należącą do grupy amfetamin. Nic więc dziwnego, że potocznie nazywana jest „narkotykiem miłości”. Wzrost poziomu PEA pociąga za sobą kolejne zmiany. Zwiększa się wydzielanie noradrenaliny – hormonu, zwanego „substancją miłości”. Działa on podobnie do adrenaliny – na widok ukochanej osoby podwyższa nam się ciśnienie, przyśpiesza bicie serca, rośnie poziom glukozy we krwi i zmniejsza się apetyt. Pokrywamy się rumieńcem i stajemy się wrażliwi na dotyk.

W miarę jak rośnie poziom noradrenaliny, zaczyna uwalniać się kolejny związek - „hormon szczęścia”, czyli dopamina. Kompletnie opanowuje ona resztę zmysłów i ciała. Odpowiada za procesy chemiczne zachodzące w mózgu, które kontrolują ruch i aktywność ciała oraz zdolność odczuwania przyjemności. Dopaminę znamy z codzienności, bo jej poziom gwałtownie wzrasta gdy zachwycimy się nowym gadżetem, efektowną sukienką czy nieodpakowanym jeszcze prezentem. Jest bezpośrednio związana z układem nagrody, czyli układem odpowiedzialnym za rozwój uzależnień. To właśnie ona popycha nas do szukania sytuacji i miejsc, które zapewniają nam kontakt z daną substancją uzależniającą, a tym samym wywołują uczucie przyjemności i zadowolenia, więc chcemy stale spotykać się z ukochaną osobą, wspólnie spędzać czas. Jest współodpowiedzialna za to, że zakochujemy się "na śmierć i życie". Wyrzut dopaminy powoduje podobne stany euforyczne jak po zażyciu kokainy i czyni z nas osoby bezkrytyczne wobec tych, w których się zakochujemy. Substancja ta wpływa również na utratę apetytu czy strach przed utratą ukochanej osoby.
Drugą cząsteczką w tym duecie jest serotonina. Gdy poziom dopaminy rośnie, jednocześnie gwałtownie spada ilość serotoniny odpowiedzialnej m.in. za zdrowy sen i poczucie spokoju. Spadek stężenia serotoniny powoduje rozdrażnienie, brak koncentracji, bezsenność, obsesyjne myśli oraz stany depresyjne. Zakochana osoba robi się zdezorientowana i popada w skrajne nastroje, np. jednocześnie nie mogąc się doczekać kolejnego spotkania ze swoją „drugą połówką” potrafi się z nią pokłócić o błahostkę i z niego zrezygnować.

Mamy więc fenyloetyloaminę (PEA), noradrenalinę, dopaminę i serotoninę –neuroprzekaźniki sprawiające, że dosłownie szalejemy. Najważniejsza z nich jest ta pierwsza, bo kontroluje pozostałe. Zakochanie jest stanem podobnym do uzależnienia od narkotyków. Aby osiągnąć stan euforyczny potrzebujemy coraz większych stężeń tego hormonu. Stąd nieodparta chęć przebywania częściej i dłużej z osobą, która niejako jest przyczyną jej produkcji. Niestety, na działanie fenyloetyloaminy organizm się uodparnia. A jego możliwości produkcyjne nie są nieograniczone. Z badań wynika, że zwykle pomiędzy 18 a 48 miesiącem (4 rokiem) związku, cały szalejący pomiędzy zakochanymi ogień powoli się wypala i przygasa. Najczęściej właśnie po tym okresie pary się rozstają, jeżeli nie wytworzyły w tym czasie więzi uczuciowych ani nie dbały o rozwój związku.
Na szczęście, nie jest to reguła. Na skutek działania dopaminy, przez cały czas nasz organizm wytwarza oksytocynę i wazopresynę. Oba polipeptydy zbudowane są z dziewięciu aminokwasów, z których siedem jest identycznych. Pomimo chemicznego podobieństwa związki te mają inne działanie. U kobiet jest więcej receptorów oksytocyny, która łagodzi stres i ból oraz ma działanie uspokajające i relaksacyjne. Jej zadaniem jest wywołanie skurczów macicy podczas porodu, pobudzenie instynktu macierzyńskiego u matek nowo narodzonych dzieci czy wspomaganie laktacji. Wydzielana jest także w czasie pocałunków, pieszczot oraz w czasie kobiecego orgazmu. U mężczyzn góruje wazopresyna, uwalniana za sprawą testosteronu i działająca podobnie jak adrenalina. Wazopresyna wytwarzana jest w chwilach stresowych. Przygotowuje ludzki organizm do walki lub ucieczki, a być może również do stosunku seksualnego.
Podwyższenie poziomu tych obu hormonów wywołuje uczucie odprężenia, spokoju, poczucia więzi i wzajemnej akceptacji. Można zatem podsumować, że o ile fenyloetyloamina to początek, o tyle oksytocyna i wazopresyna warunkują trwanie miłości. Dzięki ich obecności możliwy jest rozkwit dojrzałego uczucia pomiędzy partnerami. Ono też ma swoje składniki.

Składniki dojrzałej miłości

Czy warto więc zazdrościć zakochanym? Może raczej należałoby im współczuć i pomóc, aby w tym stanie nie podejmowali decyzji. Nie powinno się decydować, zwłaszcza o ważnych sprawach, pod wpływem hormonów i emocji. Bądźmy więc wyrozumiali i pomocni dla zakochanych, zwłaszcza dla młodzieży, by ten burzliwy okres przeszli bez szkód na zdrowiu i majątku. A potem, jako dorośli, potrafili stworzyć trwałe i szczęśliwe związki. To bardzo ważna rzecz, bo tak jak uczymy się czytać i pisać, musimy uczyć się kochać - uczymy się miłości. Ważne jest też budowanie - budowanie relacji i ciągłe dbanie o jej składniki. Oto one:

1. Chemia „fizyczna”

Kiedy ty i twój partner nie możecie oderwać od siebie rąk, sytuację tę określa się jako pociąg fizyczny. Chcecie być blisko i spędzacie razem dużo czasu, zazwyczaj intymnie. Patrząc mu w oczy, wiesz, że twój partner cię pragnie i cieszy się fizyczną bliskością, którą z nim dzielisz. Trudno jest mieć doskonałą chemię „fizyczną” bez emocji lub troski o partnera. Może ona wydawać się jedynie pociągiem seksualnym, ale jest także oznaką więzi romantycznej. Wzajemne zaufanie jest ważne dla chemii „fizycznej”.

2. Emocje

Twój partner czuje się wspierany emocjonalnie, podobnie jak ty, gdy wytworzy się między wami więź emocjonalna. Upewnij się, że pracujesz nad swoim związkiem, aby budować w sobie pozytywne emocje. Pomagasz radzić sobie z negatywnymi emocjami rozpoznając je u swojego partnera i prosząc go, aby porozmawiał z tobą o swoich odczuciach. Kiedy partnerzy mogą wyczuć nawzajem swoje stany emocjonalne, to dobry znak - mają w sobie składnik romantycznej chemii. Badacze, którzy przyjrzeli się związkom, twierdzą, że:

„Osoby, które lepiej rozumieją emocje innych w połączeniu z wglądem we własne emocje, mogą wchodzić w bardziej zgodne relacje z partnerami. Kompetencje emocjonalne mogą zwiększać prawdopodobieństwo, że osoby z tymi kompetencjami nawiążą przyjemne i wzajemnie satysfakcjonujące relacje ze względu na ich zdolność do rozumienia własnych emocji i zarządzania nimi oraz ich zdolności do postrzegania, rozumienia i pomagania w regulowaniu emocji partnera. Jeśli inteligencja emocjonalna przyczynia się do lepszych interakcji między partnerami, szkolenie par w zakresie umiejętności emocjonalnych może pomóc poprawić relacje. Niedawne badania wykazały, że dzięki treningowi można zwiększyć stan inteligencji emocjonalnej ”.

3. Porozumienie duchowe

Pary odnajdują się dzięki podobnym przekonaniom np. dotyczącym zmian klimatycznych, diety wegetariańskiej, szacunku dla życia lub innych silnych przekonaniach, które niekoniecznie opierają się na poglądach religijnych jako ich podstawach. Niektóre związki przeżywały kryzys, gdy jeden z partnerów bardzo głęboko wyznawał pewne poglądy i chciał, aby ich partner „nawrócił się” i wyznawał te same przekonania co on. Przeciwieństwa podobno się przyciągają, ale ma to sens wówczas, gdy chodzi o fizykę.

4. Więzi intelektualne

Zgodność twojej inteligencji z poziomem inteligencji partnera jest ostatnim elementem, który tworzy romantyczną chemię. Jest jednak bardzo prawdopodobne, że ty i twój partner macie różne poziomy wykształcenia lub poziomy inteligencji. Jeżeli pod innymi względami jesteście zgodni, to macie szansę stworzyć udany związek.

Podsumowanie

Łatwo się zakochać, wystarczy, że zadziałają hormony. Trudniej zatrzymać miłość na lata
i sprawić, żeby chemia przetrwała. Człowiek potrzebuje również akceptacji, zrozumienia, poczucia bezpieczeństwa, czego żadne chemiczne substancje nie są w stanie zapewnić, a stan „kochania i bycia kochanym” wymaga od człowieka wiele wysiłku oraz wiedzy.

Bibliografia

Centrum Nauki Kopernik „Jak działa miłość? Obalamy mity - to czysta chemia”

Marek Jurgowiak, katedra Biochemii Klinicznej Collegium Medicum w Bydgoszczy, „Biochemik o zakochaniu” dla rmf24.pl

Renata Bobińska „Zakochany mózg -biochemiczne właściwości-miłości” dla EverethNews

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4327739/

https://www.sciencealert.com/scientists-can-now-tell-if-you-re-in-love-by-scanning-your-brain

Szkoła a media

  Moim zdaniem mało kto zdaje sobie sprawę jak ogromne spustoszenie w edukacji zrobiły media i kreowany przez nie negatywny obraz szkoły. Ma...