Co to jest
zakochanie?
To pytanie
nurtuje nie tylko filozofów i artystów, ale również naukowców, którzy analizę
miłości postanowili jednak zacząć nie od serca, a od mózgu. Okazuje się bowiem,
że to właśnie tam zachodzą procesy, które są tak bardzo charakterystyczne dla
stanu zakochania.
Z naukowego punktu widzenia za stan zakochania w dużej mierze odpowiada mieszanka
związków chemicznych i neuroprzekaźników, które przewodzą sygnały pomiędzy
neuronami. Sprawiają one, że w człowieku rodzą się emocje. Jak jednak zaznacza
psychiatra Renata Bobińska, pomimo powszechnie przyjętej opinii, zakochanie nie
jest uczuciem.
– Pojęć:
„emocja” i „uczucie” w literaturze i w języku potocznym używa się̨ zamiennie,
naukowcy jednak podkreślają ich różne znaczenie – mówi ekspertka. Emocja to
stan duszy, umysłu i ciała, który jest szybką reakcją na zdarzenia życiowe, a
także na innych ludzi. Dotyczy stanów bardziej pierwotnych, służąc do oceny
danego zjawiska czy jest zagrożeniem lub przyjemnością. Emocją będzie np.
radość, strach lub gniew. Często towarzyszą jej lub następują̨ po niej zmiany
somatyczne, ekspresyjne, mimiczne i pantomimiczne oraz reakcje o charakterze
behawioralnym.
– Uczucie
natomiast jest stanem bardziej złożonym, to procesy psychiczne
odzwierciedlające względnie stały stosunek człowieka do pewnych przedmiotów,
osób czy sytuacji. Oznacza ono zdawanie sobie sprawy z przeżyć emocjonalnych.
Uczucie rodzi się̨ w człowieku, jest wszechobecne. Może nim być: altruizm,
lojalność czy właśnie miłość. Innymi słowy można powiedzieć, iż emocje
przystosowują nas do przeżycia, a uczucia są związane z przystosowaniem
człowieka do życia wśród innych ludzi i w kulturze.
Między nimi jest
chemia
Tak się
czasami mówi patrząc na dwie osoby, których mowa ciała zdradza, że „mają się ku
sobie”. I jest w tym powiedzeniu sporo prawdy. Miłość, w sensie romantycznej
relacji między dwoma osobami, składa się z trzech stadiów. Czy zaczyna się od
pierwszego wejrzenia? To raczej mit. Zakochanie może zacząć się od odczuć
zapachowych. Receptory węchowe odbierają feromony wydzielane przez drugą osobę.
Ich działanie u człowieka nie jest jeszcze wyczerpująco zbadane przez naukę. Pod
wpływem wrażeń wzrokowych (lub dotykowych) mózg wydziela różne substancje, z
których najważniejszą jest fenyloetyloamina (PEA). Związkami chemicznymi
wydzielanymi na tym etapie są hormony płciowe (testosteron i estrogen). Dla
niektórych ludzi ta faza związku jest na tyle pożądana i satysfakcjonująca, że
nie potrafią nawiązać z partnerem więzi będącej drugim etapem miłosnej drogi.
Potem
zaczynają się tzw. „motyle w brzuchu”, czyli faza huśtawki emocjonalnej. Stan zakochania związany jest z nadmiernym wydzielaniem się w mózgu
monoamin: dopaminy, noradrenaliny oraz niedoborem tamże serotoniny. Ludzie
skarżą się na brak koncentracji, trudności w zasypianiu, kołatanie serca,
podwyższone ciśnienie, drżenie i pocenie rąk. W przypadku odrzucenia może
ponadto dojść do depresji, zaburzeń maniakalno-depresyjnych czy nawet
samobójstwa. Objawy te podobne są do tych, które towarzyszom ludziom cierpiącym
na zaburzenia psychiczne. Nie bez powodu św. Walenty jest więc patronem nie
tylko zakochanych, ale także osób z problemami psychiatrycznymi.
Jeżeli
szczęśliwie uda się przebrnąć przez ten okres, można zacząć fazę przywiązania.
Pomocne są w tym również hormony. Oksytocyna to „hormon
przytulania”. Mężczyźni i kobiety wytwarzają go, kiedy dotykają się i obejmują.
Wazopresynę nazywa się czasem „hormonem monogamii”. Jego niski poziom może
sprawiać, że mężczyźni rezygnują ze związku i szukają nowych partnerek. Poczucie
przywiązania, bezpieczeństwa i stabilizacji w związku dają również wytwarzane przez
nasz organizm tzw. hormony szczęścia – endorfiny. Podobnie jak spokrewniona z
nimi morfina przynoszą dwojgu ludziom spokój, optymizm, poczucie ciepła i
harmonii. Pomagają wytrwać w pogodnym związku aż do śmierci. Deficyt endorfin
może spowodować, że para zakończy związek znudzona seksem, rozczarowana
partnerem bądź żądna przeżywania nowych emocji.
Jest ślepa i ma różowe
okulary
W wyjaśnieniu
powiedzenia, że „miłość jest ślepa” pomogły badania przeprowadzone na grupie
ochotników przy pomocy czynnościowego MRI. Okazało się, że kiedy się
zakochujemy, kora czołowa, czyli część mózgu odpowiedzialna m.in. za logiczne
myślenie, za planowanie działań, rozważanie ich konsekwencji, a także kontrolę
nad gwałtownymi emocjami, jest nieaktywna. Inne badania wykazują z kolei, że stan
zakochania „wyłącza” te obszary w mózgu, które kontrolują strach i inne
negatywne emocje. To wydaje się być przyczyną, dlaczego wobec ukochanej osoby
jesteśmy mniej surowi i krytyczni, znikają wątpliwości i obawy. Zakochanie–
odwieczne natchnienie poetów – jest tylko grą hormonów. Stan zakochania
wywołują substancje chemiczne, które działają na mózg jak narkotyk. Dlatego
dużo prawdy jest w starym powiedzeniu, że gdy budzi się miłość, zasypia rozum,
a patrząc na osobę, w której jesteśmy zakochani, zakładamy różowe okulary. Co
się wówczas dzieje?
Podwzgórze
zaczyna wydzielać fenyloetyloaminę (PEA), będącą neuroprzekaźnikiem. Jej
podwyższone stężenie w mózgu z jednej strony objawia się stanami
nieuzasadnionej radości, pewnością siebie, podnieceniem czy nadmierną
aktywnością na przemian z brakiem koncentracji. Wystarczy spojrzenie osoby, w
której się kochasz, dotyk, a nawet sama myśl o obiekcie uczuć, a już dostajesz
nową "działkę" narkotyku. To dzięki temu możesz nie zmrużyć oka przez
całą noc, a następnego dnia nie czujesz zmęczenia, nawet masz więcej sił
witalnych niż zwykle. Z drugiej strony ten hormon powoduje bezsenność, zaburzenia
łaknienia, brak tchu czy stany niepokoju i depresji. Tak często czują się
narkomani – fenyloetyloamina jest substancją należącą do grupy amfetamin. Nic
więc dziwnego, że potocznie nazywana jest „narkotykiem miłości”. Wzrost poziomu
PEA pociąga za sobą kolejne zmiany. Zwiększa się wydzielanie noradrenaliny – hormonu,
zwanego „substancją miłości”. Działa on podobnie do adrenaliny – na widok
ukochanej osoby podwyższa nam się ciśnienie, przyśpiesza bicie serca, rośnie
poziom glukozy we krwi i zmniejsza się apetyt. Pokrywamy się rumieńcem i
stajemy się wrażliwi na dotyk.
W miarę jak rośnie
poziom noradrenaliny, zaczyna uwalniać się kolejny związek - „hormon
szczęścia”, czyli dopamina. Kompletnie opanowuje ona resztę zmysłów i ciała.
Odpowiada za procesy chemiczne zachodzące w mózgu, które kontrolują ruch i
aktywność ciała oraz zdolność odczuwania przyjemności. Dopaminę znamy z codzienności,
bo jej poziom gwałtownie wzrasta gdy zachwycimy się nowym gadżetem, efektowną
sukienką czy nieodpakowanym jeszcze prezentem. Jest bezpośrednio związana z
układem nagrody, czyli układem odpowiedzialnym za rozwój uzależnień. To właśnie
ona popycha nas do szukania sytuacji i miejsc, które zapewniają nam kontakt z
daną substancją uzależniającą, a tym samym wywołują uczucie przyjemności i
zadowolenia, więc chcemy stale spotykać się z ukochaną osobą, wspólnie spędzać
czas. Jest współodpowiedzialna za to, że zakochujemy się "na śmierć i
życie". Wyrzut dopaminy powoduje podobne stany euforyczne jak po zażyciu
kokainy i czyni z nas osoby bezkrytyczne wobec tych, w których się zakochujemy.
Substancja ta wpływa również na utratę apetytu czy strach przed utratą
ukochanej osoby.
Drugą cząsteczką w tym duecie jest serotonina. Gdy poziom dopaminy rośnie,
jednocześnie gwałtownie spada ilość serotoniny odpowiedzialnej m.in. za zdrowy
sen i poczucie spokoju. Spadek stężenia serotoniny powoduje rozdrażnienie, brak
koncentracji, bezsenność, obsesyjne myśli oraz stany depresyjne. Zakochana
osoba robi się zdezorientowana i popada w skrajne nastroje, np. jednocześnie
nie mogąc się doczekać kolejnego spotkania ze swoją „drugą połówką” potrafi się
z nią pokłócić o błahostkę i z niego zrezygnować.
Mamy więc fenyloetyloaminę
(PEA), noradrenalinę, dopaminę i serotoninę –neuroprzekaźniki sprawiające, że dosłownie
szalejemy. Najważniejsza z nich jest ta pierwsza, bo kontroluje pozostałe. Zakochanie
jest stanem podobnym do uzależnienia od narkotyków. Aby osiągnąć stan
euforyczny potrzebujemy coraz większych stężeń tego hormonu. Stąd nieodparta
chęć przebywania częściej i dłużej z osobą, która niejako jest przyczyną jej
produkcji. Niestety, na działanie fenyloetyloaminy organizm się uodparnia. A
jego możliwości produkcyjne nie są nieograniczone. Z badań wynika, że zwykle
pomiędzy 18 a 48 miesiącem (4 rokiem) związku, cały szalejący pomiędzy
zakochanymi ogień powoli się wypala i przygasa. Najczęściej właśnie po tym
okresie pary się rozstają, jeżeli nie wytworzyły w tym czasie więzi uczuciowych
ani nie dbały o rozwój związku.
Na szczęście, nie jest to reguła. Na skutek działania dopaminy, przez cały czas
nasz organizm wytwarza oksytocynę i wazopresynę. Oba polipeptydy zbudowane są z
dziewięciu aminokwasów, z których siedem jest identycznych. Pomimo chemicznego
podobieństwa związki te mają inne działanie. U kobiet jest więcej receptorów
oksytocyny, która łagodzi stres i ból oraz ma działanie uspokajające i
relaksacyjne. Jej zadaniem jest wywołanie skurczów macicy podczas porodu,
pobudzenie instynktu macierzyńskiego u matek nowo narodzonych dzieci czy
wspomaganie laktacji. Wydzielana jest także w czasie pocałunków, pieszczot oraz
w czasie kobiecego orgazmu. U mężczyzn góruje wazopresyna, uwalniana za sprawą testosteronu
i działająca podobnie jak adrenalina. Wazopresyna wytwarzana jest w chwilach
stresowych. Przygotowuje ludzki organizm do walki lub ucieczki, a być może
również do stosunku seksualnego.
Podwyższenie poziomu tych obu hormonów wywołuje uczucie odprężenia, spokoju, poczucia
więzi i wzajemnej akceptacji. Można zatem podsumować, że o ile fenyloetyloamina
to początek, o tyle oksytocyna i wazopresyna warunkują trwanie miłości. Dzięki
ich obecności możliwy jest rozkwit dojrzałego uczucia pomiędzy partnerami. Ono
też ma swoje składniki.
Składniki dojrzałej miłości
Czy warto więc zazdrościć zakochanym? Może raczej należałoby im
współczuć i pomóc, aby w tym stanie nie podejmowali decyzji. Nie powinno się
decydować, zwłaszcza o ważnych sprawach, pod wpływem hormonów i emocji. Bądźmy więc
wyrozumiali i pomocni dla zakochanych, zwłaszcza dla młodzieży, by ten burzliwy
okres przeszli bez szkód na zdrowiu i majątku. A potem, jako dorośli, potrafili
stworzyć trwałe i szczęśliwe związki. To bardzo ważna rzecz, bo tak jak uczymy
się czytać i pisać, musimy uczyć się kochać - uczymy się miłości. Ważne jest
też budowanie - budowanie relacji i ciągłe dbanie o jej składniki. Oto one:
1. Chemia „fizyczna”
Kiedy
ty i twój partner nie możecie oderwać od siebie rąk, sytuację tę określa się
jako pociąg fizyczny. Chcecie być blisko i spędzacie razem dużo czasu,
zazwyczaj intymnie. Patrząc mu w oczy, wiesz, że twój partner cię pragnie i
cieszy się fizyczną bliskością, którą z nim dzielisz. Trudno jest mieć
doskonałą chemię „fizyczną” bez emocji lub troski o partnera. Może ona wydawać
się jedynie pociągiem seksualnym, ale jest także oznaką więzi romantycznej. Wzajemne
zaufanie jest ważne dla chemii „fizycznej”.
2. Emocje
Twój
partner czuje się wspierany emocjonalnie, podobnie jak ty, gdy wytworzy się
między wami więź emocjonalna. Upewnij się, że pracujesz nad swoim związkiem,
aby budować w sobie pozytywne emocje. Pomagasz radzić sobie z negatywnymi
emocjami rozpoznając je u swojego partnera i prosząc go, aby porozmawiał z tobą
o swoich odczuciach. Kiedy partnerzy mogą wyczuć nawzajem swoje stany
emocjonalne, to dobry znak - mają w sobie składnik romantycznej chemii.
Badacze, którzy przyjrzeli się związkom, twierdzą, że:
„Osoby, które lepiej rozumieją emocje
innych w połączeniu z wglądem we własne emocje, mogą wchodzić w bardziej zgodne
relacje z partnerami. Kompetencje emocjonalne mogą zwiększać
prawdopodobieństwo, że osoby z tymi kompetencjami nawiążą przyjemne i wzajemnie
satysfakcjonujące relacje ze względu na ich zdolność do rozumienia własnych
emocji i zarządzania nimi oraz ich zdolności do postrzegania, rozumienia i
pomagania w regulowaniu emocji partnera. Jeśli inteligencja emocjonalna
przyczynia się do lepszych interakcji między partnerami, szkolenie par w
zakresie umiejętności emocjonalnych może pomóc poprawić relacje. Niedawne
badania wykazały, że dzięki treningowi można zwiększyć stan inteligencji
emocjonalnej ”.
3. Porozumienie duchowe
Pary odnajdują się dzięki podobnym przekonaniom
np. dotyczącym zmian klimatycznych, diety wegetariańskiej, szacunku dla życia
lub innych silnych przekonaniach, które niekoniecznie opierają się na poglądach
religijnych jako ich podstawach. Niektóre związki przeżywały kryzys, gdy jeden
z partnerów bardzo głęboko wyznawał pewne poglądy i chciał, aby ich partner „nawrócił
się” i wyznawał te same przekonania co on. Przeciwieństwa podobno się
przyciągają, ale ma to sens wówczas, gdy chodzi o fizykę.
4. Więzi intelektualne
Zgodność twojej inteligencji z poziomem
inteligencji partnera jest ostatnim elementem, który tworzy romantyczną chemię.
Jest jednak bardzo prawdopodobne, że ty i twój partner macie różne poziomy
wykształcenia lub poziomy inteligencji. Jeżeli pod innymi względami jesteście
zgodni, to macie szansę stworzyć udany związek.
Podsumowanie
Łatwo się
zakochać, wystarczy, że zadziałają hormony. Trudniej zatrzymać miłość na lata
i sprawić, żeby chemia przetrwała. Człowiek potrzebuje również akceptacji,
zrozumienia, poczucia bezpieczeństwa, czego żadne chemiczne substancje nie są w
stanie zapewnić, a stan „kochania i bycia kochanym” wymaga od człowieka wiele
wysiłku oraz wiedzy.
Bibliografia
Centrum
Nauki Kopernik „Jak działa miłość? Obalamy mity - to czysta chemia”
Marek
Jurgowiak, katedra Biochemii Klinicznej Collegium Medicum w Bydgoszczy,
„Biochemik o zakochaniu” dla rmf24.pl
Renata
Bobińska „Zakochany mózg -biochemiczne właściwości-miłości” dla EverethNews
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4327739/
https://www.sciencealert.com/scientists-can-now-tell-if-you-re-in-love-by-scanning-your-brain