08 grudnia 2023

Choroba nauczyciela

 

Od poniedziałku jestem na zwolnieniu lekarskim. Już w zeszłym tygodniu nienajlepiej się czułam. 

W andrzejkową środę musiałam odwołać spotkanie z rodzicami - nie chciałam ich zarazić i po prostu nie miałam sił. Dzięki chemii i jej osiągnięciom w dziedzinie leków jakoś dociągnęłam do piątku 1 grudnia usiłując pozamykać i dopiąć szkolne sprawy. Tradycyjnie niewiele miały one wspólnego z dydaktyką 😜

Mam wrażenie, że z roku na rok jest jej mniej, bo przegrywa z biurokracją i wszystkim tym, czym powinien się zająć ktoś inny. I są od tego profesje, ale o tym innym razem.

Jak mi się marzy, bym jako nauczyciel mogła wreszcie zająć się chemią i pokazywaniem jej piękna i sensu uczniom, a nie pierdyliardem innych spraw!

Postanowiono na górze (tylko poloniści i może matematycy coś tam wiedzieli, w końcu reszta to jakieś nieegzaminacyjne pierdy) zrobić próbne egzaminy ósmoklasisty. Plotki szły od uczniów, zapytania od rodziców, a był czeski film - nikt nic nie wie...  W końcu się wydało dzięki ogłoszeniu, że będą 5-7 grudnia. Ale zawsze jest jakieś ale i nie jest to rodzaj piwa... 😉

Otóż od października klasy ósme i siódma biorą udział w świetnym projekcie organizowanym przez poznańskie kino Muza pod nazwą "Filmoczułość". To cykl prelekcji połączonych z seansem filmowym i moderowaną rozmową po projekcji, dotyczący rozwoju i problemów młodzieży. Uczestniczymy w nim w ramach realizacji programu profilaktyczno-wychowawczego.

Niestety jeden z egzaminów przypadł 7 grudnia, czyli w dniu, w którym o 9.00 powinniśmy być w kinie, a nie grzać długopisy nad arkuszami. "Filmoczułość" to projekt po patronatem ODN, więc kierownik kina też się musi prawdopodobnie z niego rozliczyć. Zaczęła się więc wymiana maili pomiędzy mną a osobą w kinie odpowiedzialną za projekt, potem z jego kierowniczką, bo tamta miała urlop. Siódma klasa chciała iść w pierwotnym terminie, więc się zrobiła kołomyja elementarna. Niziurski z Bareją by tego nie wymyślił - zaczęła się potyczka biurokracji szkolnej z grantową - wymiana dziesiątek maili i telefonów, żeby to jakoś załatwić. Do dziś czekałam na mail potwierdzający, że się udało przełożyć seans na poniedziałek 11 grudnia. Nikt, kto nie musiał zdobywać zgody dyrekcji, robić karty wycieczki, a potem czyhać, czy wypali dany termin nie zrozumie tej ulgi, jaką poczułam widząc ikonę koperty spod oczekiwanego adresu.

Pomiar temperatury mojego ciała pokazał rankiem 38,9 stopni Celsjusza na dwóch różnych miernikach. Zamiast się w spokoju kurować, to odbierałam od południa smsy i telefony z pracy. Rozumiem, że pewne rzeczy muszą być załatwione, ale nie tak, nie w ten sposób, nie złośliwie.

Uczniowie nie uważali co się do nich mówi, podobnie jak ich rodzice nie czytają co się do nich pisze. Wyrazili zgodę na ten projekt, dostali harmonogram i opis, a nadal niczego nie wiedzą...

I zawracają głowę pani wicedyrektor od wycieczek i zastępstw, a ona - mnie. Dobrze, że znalazłam drugiego opiekuna i zdążyłam zrobić kartę wycieczki tydzień temu, bo chyba by mnie spalili na stosie, że papierka nie ma 😜

A kiedy odmawiam dyrekcji łamania prawa, uruchamiania Librusa i wysyłania dziesiątków wiadomości do nieogarniętych rodziców, to słyszę, że powinnam mieć zdrowy rozsądek i to teraz zrobić, bo dyrekcja nie będzie mnie wyręczać. 

Zgodnie ze zdrowym rozsądkiem powinnam więc mieć w głębokim poważaniu poniedziałkową wycieczkę z klasą do kina i kontynuować zwolnienie w przyszłym tygodniu. 

Ale przecież liczy się tylko dobrostan i prawa ucznia. To ich prawa są nieustannie łamane. 

Nauczyciel to nie człowiek i żyje przecież w nieustannym dobrobycie i przywilejach 🤪

Niech mnie ktoś pocieszy i napisze, że są zawody i miejsca pracy, gdzie można się w spokoju wychorować, gdzie nikt choremu biurokracją głowy nie zawraca, gdzie pozwalają nabrać sił...

Ogłoszono, że nowym ministrem edukacji zostanie pani Barbara Nowacka. Błagam, niech ktoś do niej dotrze i pokaże jak wygląda naprawdę życie pracownika oświaty. Choćby na moich wpisach i tysięcy innych osób z grup nauczycielskich - zwykłych pracowników. 

Zdejmijcie z nauczycieli obowiązek bycia biurem podróży i animatorem kultury w jednym. To powinno być osobne stanowisko administracyjne w sekretariacie!

01 grudnia 2023

Awans zawodowy


 Facebook mi przypomniał, że dziś mija pierwsza rocznica uzyskania przeze mnie wątpliwej wartości tytułu nauczyciela dyplomowanego.

Awans ten uzyskałam się po trzyletnim wykonywaniu "cudawianków" znacznie wykraczających poza zakres obowiązków, napisaniu sprawozdania z całości działań, szczegółowego opisu dwóch z nich oraz egzaminu przed komisją. Stanęłam do niego po ponad dwudziestu latach od uzyskania stopnia nauczyciela mianowanego. Zrobiłam to tylko ze względu na obietnicę daną kiedyś dyrektorowi i jego emerytalne argumenty. Jako człowiek z peselem z zeszłego tysiąclecia, zwykłam ich dotrzymywać 🙂
Tego nie ma chyba w żadnym zawodzie i w żadnym zakładzie pracy czy korporacji, żeby dla awansu robić rzeczy tak wykraczające poza zakres obowiązków. Jeżeli pracujesz dobrze, masz kwalifikacje i umiejętności oraz masz normalnych szefów, którzy to widzą i doceniają, to po prostu awansujesz i zarabiasz odpowiednio lepiej.
Znajomi twierdzili, że przy moich osiągnięciach i tym, co uzyskali uczniowie pod moim kierunkiem, awans już dawno miałabym w kieszeni, podobnie jak miałyby go tysiące oddanych pracy z dziećmi i młodzieżą osób.
Państwo wycenia moją pracę, doświadczenie, umiejętności, osiągnięcia, kwalifikacje i inne "izmacje" raptem na 4550 zł brutto, co netto daje oszałamiającą wręcz kwotę. Nie wiadomo czy się śmiać czy płakać. Najlepiej rzucić to wszystko i ruszyć w Bieszczady 😉
Uczyć będzie mgr Wakat i prof. Absencja 😜
A tak w ogóle, to rozporządzenia o procedurze awansu zmieniają się tak często, że prawie nikt za tym nie nadąża. Można tylko współczuć dyrektorom, którzy mają pracowników na ścieżce awansu, a każdy z nich idzie inną. Biada mu, gdy popełni błąd w obliczeniu długości stażu lub w dokumentach, kiedy jeden nauczyciel zaczął procedury przed zmianami, a drugi po słynnej likwidacji nauczycieli kontraktowych i opiekunów stażu. Teraz zamiast nich są mentorzy, którzy czasem niewiele mają wspólnego z tym, co to słowo oznacza. Zresztą za bycie mentorem dostaje się tak żałosną kwotę, że nawet na kawę z podopiecznym rzeczonego nie stać.
Jedyni, którzy mają z tego bałaganu niezły dochód, to ci, którzy żerują na tym, że prawo oświatowe jest tak mgliste jak dzisiejszy poranek i prowadzą warsztaty, webinary i inne czary-mary o tej tematyce. Trafiają się również tacy, którzy ogarnęli o co chodzi w tym chaosie i pro publico bono objaśniają go pozostałym współcierpiącym. Myślę, że należy im się uznanie 🙂
Przepisy oświatowe są jak SARS-Cov2 - mutują tak szybko, ze trudno za nimi nadążyć. Absurd goni absurd coraz bardziej.
Cała procedura awansu nauczycieli to kolejny dowód na to, że szkoła jest januszexem 😜
📷 Kolaż grafiki wygenerowanej za pomocą AI aplikacji Canva

Szkoła a media

  Moim zdaniem mało kto zdaje sobie sprawę jak ogromne spustoszenie w edukacji zrobiły media i kreowany przez nie negatywny obraz szkoły. Ma...