Lubię wiedzieć jak coś działa, dlaczego, jakie są przyczyny i skutki różnych zdarzeń. Oglądam więc programy techniczne typu "Jak to jest zrobione?", "Jak to działa?", "Seconds form disaster" czy "Katastrofa w przestworzach".
Kiedy oglądałam sezon ostatniej z wymienionych produkcji zauważyłam, że NTSB robi coś zupełnie odwrotnego niż jest w Polsce w zwyczaju. Otóż gdy zdarzy się katastrofa szuka się jej przyczyn, wyciąga wnioski, poprawia lub ustala nowe procedury, by zapobiegać tragediom w przyszłości. Nie szuka się na siłę winnych i nie zrzuca jej na pilotów przeznaczając cały budżet i wysiłek jedynie na ukaranie kogoś. Jeżeli pracownicy popełnili błąd, bo byli zmęczeni, niewyspani lub niedoszkoleni, to naganę dostaje firma, która doprowadziła ich do tego stanu.
Polska oświata już jest tragedią, ale nie szuka się przyczyn i sposobów zapobieżenia katastrofie. Przeglądając podrzucane przez algorytmy artykuły i powiadomienia odnoszę wrażenie, że cokolwiek by się wydarzyło winni zawsze są nauczyciele 😜
Ostatnia fala hejtu wzbierająca dzięki działalności edukacyjnych utopistów, pajdokratów, patocelebrytów oświatowych robiących "karierę" i sprzedających swoje książki czy usługi dzięki podjudzaniu, uświadomiła mi jak daleko w naszym społeczeństwie do takiej postawy, jaką pokazuje się w tym programie.
Nawet państwowy organ - NIK- opublikowała fałszywy w swej wymowie, żałosny w metodologii i wysoce szkodliwy raport, który skrytykowali już eksperci. Fanatyczni obrońcy praw ucznia i głosiciele opresyjności pruskiej szkoły absolutnie nie zauważają jak bardzo jak łamie prawa dorosłego człowieka i odziera z godności pracowników, szczególnie kobiety.
Piszę to z perspektywy prawie 30 lat pracy w oświacie, w dużym wojewódzkim mieście. Jeżeli gdzieś jest lepiej i nie dochodzi do takich sytuacji - to dobrze, nadzieja umiera ostatnia 🙂
Jeżeli uczeń nie pójdzie do toalety np. na lekcji, to aktywiści wrzeszczą, że łamane są prawa człowieka i odziera się go z godności (hejt na nauczycieli gotowy).
Jeżeli nauczyciel wypuści go z sali do wc, a uczeń coś zrobi (sobie lub komuś, czemuś), to nauczyciel jest winny. Kolejna fala hejtu zalewa fora.
Nauczyciel natomiast nie może pójść do toalety wtedy, kiedy tego potrzebuje, bo bywa, że co przerwę ma dyżur, zdarza się że i przed pracą i po pracy. Uczący w klasach 1-3 są w jeszcze gorszej sytuacji.
W mojej szkole (łącznie jest tysiąc osób) jest 15 wakatów, ale wszystko jakoś działa dzięki harującym na godzinach ponadwymiarowych. Poza tym nauczyciele wychodzą z uczniami w teren, na wycieczki czy chorują. Braki w liczbie personelu są więc jeszcze większe. A ponieważ uczniowie są coraz wredniejsi, w polskim i rosyjskim znaczeniu tego słowa, to liczba osób zmuszonych do ich pilnowania wzrasta z roku na rok.
Nie ma więc kogo poprosić, żeby cię na dyżurze zastąpił. Musisz wytrzymać kilka godzin, choćby cię uczniowie pytali czemu masz takie wielkie oczy. Mój ojciec tak żartował, że to od pęcherza - nadmierne ciśnienie hydrostatyczne tak działa 😉
Przykład z mojego życia:
Poniedziałek - mam dyżur o 7.45 przed lekcjami, zaczynam o 8.00.
Muszę być w pracy o 7.30, aby choć minimalnie przygotować salę przed dyżurem do lekcji i nie tracić potem czasu (włączyć co trzeba itp.). Jeżeli podwozi mnie mąż (dosłownie i w przenośni nie mogę żyć bez niego), to musimy wyjechać o najpóźniej o 7.00 Gdybym jechała MPK, to o 6.30 musiałabym już być na przystanku.
Matematyki nie oszukasz - pomiędzy 6.45 a 13.00 praktycznie nie mam możliwości skorzystania z toalety (non stop lekcje i dyżury). A jakbym jakimś cudem nie miała dyżuru, to uczę chemii i nikt za mnie w pracowni odczynników nie posprząta. Muszę to zrobić zanim wpuszczę do sali kolejną klasę. I dostaję "opr" od dyrektora 🤪
O skutkach zdrowotnych długotrwałego wstrzymywania oddania moczu, takich jak zapalenie cewki moczowej, zapalenie pęcherza moczowego, pęcherz neurogenny i inne dolegliwości, najlepiej wypowie się lekarz. Po dziesiątkach lat pracy w szkole czasem potrzebny jest już nefrolog i neurolog. Lekarz rodzinny załamuje ręce...
Osoby, które choć raz miały tego typu infekcję, dobrze wiedzą jak są one bolesne i uciążliwe. Skądś się przecież wzięło powiedzonko, że w szpitalu nauczycielkę poznają po pęcherzu (dowód anegdotyczny - mnie to też spotkało) ☺️
O zgrozo, nauczycielki są kobietami i mają menstruację. Naprawdę, co miesiąc!
Ale z jej powodu tylko uczennica może się źle czuć i skorzystać z różowej skrzynki (zresztą świetna akcja) o ile jej koleżanki/koledzy nie wysypali wszystkiego z niej na podłogę lub nie zapchali toalety, co nagminnie czynią marnując tysiące .złotych.
Nauczycielka jest na dyżurze i nie może iść do toalety pomimo tego, że w zasadzie musi. W instrukcji użytkowania tamponów i podpasek jest wyraźnie napisane, że należy je zmieniać w zależności od intensywności krwawienia, co 3-4h, maksymalnie co 8 godzin (nocne).
Może jakiś ginekolog wytłumaczy tym "na górze" czym może skończyć się taki brak elementarnej higieny jak wymiana tamponu/podpaski na czas oraz niemożność skorzystania choćby z chusteczek do higieny intymnej. O podmyciu się to żadna nie śmiałaby nawet marzyć. Przypominanie w zapachu kiepskiego sklepu rybnego czy rzeźnika, za którym psy wyją, na pewno nie odziera dorosłej kobiety z godności 😜
Ale w reklamie mówią, że leki na infekcje intymne to sobie kobieta kupi bez recepty, w każdej aptece. To w czym problem? 😜
Dostajesz zaproszenia na mammografię, zachęcają do badań profilaktycznych, a tu o podstawową higienę nie ma jak zadbać...
Tak, mnie się to wielokrotnie zdarzyło, że poplamiłam krwią odzież i krzesło. Żaden z producentów nie przewidział tego, że trzeba wypuścić specjalną serię o wyższych parametrach chłonności itp.
Mój mąż przyjechał po mnie specjalnie kilka razy do pracy, bo jazda z krwawą plamą na spodniach czy sukience środkami masowego transportu w dobie instagrama i fb na pewno przysporzyłaby mi popularności 🤪
O trudności w usuwaniu plam po barwnych związkach kompleksowych i metaloorganicznych chemicy, producenci środków czyszczących, mordercy i śledczy mogliby tomy napisać. Ja dzięki temu mam nowe krzesło w pracowni - nawet karcher parowy się poddał. Jony żelaza - nie 😉
Średnia wieku nauczycieli oscyluje koło pięćdziesiątki. PESEL z zeszłego tysiąclecia kwalifikuje do menopauzy i andropauzy z wszystkimi ich atrakcjami. Do nich należą również inkontynencja (nietrzymanie moczu), która wg statystyk dotyka co trzecią kobietę po trzydziestce. Panom też się zdarza. Na szczęście z pomocą przychodzi nam chemia i specjalne wkładki, ale je też trzeba zmienić po "zdarzeniu". Strefę "zmoczoną" należałoby potraktować odpowiednio, bo inaczej grozi nam udowodnienie, że na stare lata się dziecinnieje i latanie z odparzonym pupskiem 😉
O tym, że jest to problem, niech świadczy to, że na wieść o tym eseju, koledzy poprosili, żeby o nich też wspomnieć, że przy problemach z prostatą bywa niewesoło, gdy do wc nie ma jak...
Uczeń na lekcji może pić i jeść do woli. Jak mu nauczyciel nie pozwoli, to łamie jego prawa i narusza godność. Nic to, że zdarza się, że uczeń żre zamiast jeść, parskając wszędzie okruchami i prychając kolorowym napojem na podręcznik czy zeszyt lub pracę z plastyki. I tak mu się 6 należy, bo cokolwiek raczył zrobić, a te plamy i okruchy to przejaw artystycznej kreatywności 🤪
Oczywiście przekierowanie krwi z mózgu do obciążonego trawieniem układu pokarmowego i strzał insulinowy po słodyczach świetnie pomaga w skupieniu się na lekcji.
Nauczyciel na przerwie ma dyżur, więc nic nie zje lub zje w biegu coś, co da się w ten sposób zjeść. Ma szczęście jak zdąży się teleportować i ręce przed jedzeniem umyć. O szkodliwości jedzenia byle czego, w pośpiechu lub śniadania rano, potem wiele godzin nic i nadrabianie
"zaległości" wieczorem wiedzą lekarze, a zwłaszcza dietetycy i ich pacjenci. O tym, że takie coś jest zabójcze dla ludzi ze stanem przedcukrzycowym czy cukrzycą - również.
Nic to rodzicom i uczniom, że Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej promuje zupełnie inne nawyki żywieniowe i zaleca regularne posiłki o stałych porach. Zgodnie z tym mamy w szkole przerwę śniadaniową i obiadową (20 minut każda) w odstępie 3h (pozostałe maja 10 minut). Ale uczniowie muszą jeść byle jak i byle co i byle kiedy. a przy tym rodzice żądają lekcji o zdrowym żywieniu 🤦🏻♀️😁
Uczeń ma prawo do wszelkich dostosowań na lekcjach i na egzaminie ósmoklasisty związanych z jego chorobami. Ale nauczyciel już nie.
Pytałam lekarzy medycyny pracy - jeżeli cię dopuścili do pracy w szkole, to nikogo nie obchodzi twoje zdrowie. Nawet jakbym przyniosła zaświadczenia lekarskie, że "coś tam", to jedynie dobra wola pracodawcy może sprawić, że weźmie to pod uwagę.
Dochodzi więc do takich kuriozalnych sytuacji, że uczeń z cukrzycą może kontrolować podczas egzaminu stężenie glukozy we krwi, zjeść posiłek czy napić się. Nauczyciel pracujący przy tym egzaminie w komisji egzaminacyjnej i chory na cukrzycę może się jedynie napić wody. Nikogo nie obchodzi to, że uczniowie z dostosowaniami mają często wydłużony czas pracy i egzamin trwa kilka godzin.
Uczeń mający o połowę mniejszą wadę wzroku niż ja miał wszelkie dostosowania. Jakimż chichotem losu było to, że to ja musiałam pisać ślęcząc nad stronicami papierów i opisując co powinnam zrobić, by jemu było lepiej, bo niedowidzi...
Kto by się tam pracownikiem przejmował 😜
I żeby mnie ktoś źle nie zrozumiał - nie kwestionuję konieczności i potrzeby indywidualizacji pracy z uczniem, dostosowań form i metod pracy, by jego edukacja była efektywna i mógł się rozwijać.
Nie kwestionuję tego, że są w szkołach, jak w każdym zawodzie, ludzie, którzy się do tego po prostu nie nadają ani tego, że w wielu szkołach źle się dzieje, z krzywdą dla dzieci i młodzieży.
Ale ta cała sytuacja z walką o prawa ucznia za pomocą niszczenia nauczycieli coraz bardziej przypomina krainę MBM (MontyPython-Bareja-Mrożek) z Beksińskim w tle.
Jeżeli ktoś ma pojęcie o ekonomii, to zda sobie sprawę jakie koszty ludzkie i gospodarcze generuje to, co się wyprawia w oświacie. System ochrony zdrowia, który też ledwo zipie, jest jeszcze bardziej obciążony, bo tak traktowani pracownicy chorują częściej i dłużej, a często i poważniej. Nauczyciele masowo odchodzą ze szkół. Instynkt samozachowawczy każe im się ratować i zgodnie z radami internetowych "specuff" zmieniają zawód/pracę.
Według władz i niektórych rodziców oraz uczniów nauczyciel nie jest człowiekiem, nie ma potrzeb fizjologicznych, nie ma praw do ich zaspokojenia. Ma zaspokajać zachcianki i potrzeby innych.
Współczuję bardzo wszystkim, którzy mają równie szkodliwe warunki pracy - vide casus pań na kasie w pampersach.
Jeden z rodziców nazwał mnie lewacką influencerką. Nie wiem co dokładnie miał na myśli, ale jeżeli upominając się o prawa człowieka, o prawa kobiet, jestem "lewacka", to trudno
A jeżeli jestem choć w promilu promila tak influencerska jak reprezentanci tego zawodu, którzy jak Jarosław Pytlak świecą przykładem zdrowego rozsądku i równowagi w tym chaosie, to niech mnie usłyszą ci, którzy chcą i mogą coś zrobić.
Od ludzi przemęczonych, nie wiedzących już czy trzymać mocz czy kredę, bywa że starszych i schorowanych, społeczeństwo oczekuje profesjonalizmu, empatii i wszelkich "izmacji" za płacę zbliżoną do pensji minimalnej.
Seriously? Nie wiedzą, że jak Polak głodny i niewyspany, to zły? 🤪
Obserwując swój organizm zauważyłam, że jak jestem niewyspana/zmęczona to tracę cierpliwość i łatwiej się irytuję, jeżeli długo nie zjem, to czuję się osłabiona i spada mi nastrój aż do depresyjnego. A jeżeli podobnie reagują organizmy pozostałych nauczycieli? Badania naukowe (jak znajdę, to podrzucę link) wykazały, że w opisanych przeze mnie warunkach ludzie tracą zdolność do odczuwania empatii. Biologii też nie oszukasz!


