04 listopada 2023

Jeden dzień z życia chemika, czyli dlaczego powinnam mieć maksymalnie 18h lekcji/tydzień



 List Polskie Stowarzyszenie Nauczycieli Przedmiotów Przyrodniczych, o którym pisałam wczoraj wywołał wielkie poruszenie wśród nauczycieli.

Poziom dyskusji oraz święte oburzenie niektórych polonistów, zwłaszcza nauczycieli-celebrytów (z jednym się ścięłam), pokazuje jak wielkim problemem polskiej oświaty jest lekceważenie na każdym poziomie i pod każdym względem nauk ścisłych oraz zajmujących się nimi nauczycieli.
Jako argument o sensowności postulatów zapisanych we wspomnianym przeze mnie liście opiszę wczorajszy dzień - piątek 3 listopada br. (pozostałe dni wyglądają podobnie).
🔵 Jeden dzień z życia nauczycielki chemii 🔵
Choć w piątki według planu zajęć prowadzę "tylko" trzy lekcje, przepracowałam solidnie czas 7.30 - 16.00
Sceptyk zapyta - co można tyle czasu robić? 😯
Najpierw trzeba zabrać klucze do pracowni i przybory, przebrać się i zrobić sobie coś do picia. Koniecznie w kubku termicznym, jeżeli ktoś marzy choć o łyku ciepłego napoju.
Po rozpoczęciu zajęć absolutnie nie ma na to czasu.
Od 8.00 do 9.35 trzeba przygować przed zajęciami wystarczającą liczbę naczyń i sprzętu laboratoryjnego, odpowiednie ilości danych odczynników konkretnie dla poszczególnych klas, karty pracy dla uczniów oraz sprzęt komputerowy i rzutnik oraz tablicę multimedialną. To nie są urządzenia, które mają czas reakcji samochodu F1. Zanim się system załaduje, człowiek zaloguje, Librus oraz Teams uruchomi, ustawi odpowiednie strony www np. z Kahootem, rzutnik odpali i tablicę multimedialną to naprawdę potrafi minimum kwadrans minąć.
Lubię korzystać ze zdobyczy techniki, stosuję TIK w nauczaniu, więc jeszcze idę do kolegi wypożyczyć tablety dla uczniów (nie każdy musi mieć smartfon, a się często przydają).
Nie mogę tego zrobić na przerwach - są za krotkie na tyle roboty, poza tym mam dyżury (zwłaszcza na tych 20-minutowych).
Tego dnia miałam zajęcia laboratoryjne będące przypomnieniem właściwości kwasów - w klasie ósmej. Cztery kwasy stanęły do bitwy zmagając się z metalami o różnej aktywności, papierem, sacharozą, próbkami drewna i nabiału.
Potem podsumowanie działu w klasie siódmej - "duch w słoiku 👻", czyli sposoby rozdzielania mieszanin.
Kolejna lekcja to badanie różnic pomiędzy przemianą fizyczną, a reakcją chemiczną oraz przypomnienie umiejętności obserwacji życia codziennego.
Oczywiście wszystko metodą IBSE, zgodnie z napisanym przeze mnie i Olę podręcznikiem.
I tak minął czas pomiędzy 9.45 a 12.50
Nie robię sprawdzianów w typowej formie - uczniowie wykazują nabytą wiedzę i umiejętności w formie zajęć laboratoryjnych prowadząc badania i opisując je, zgodnie z metodą naukową, na karcie pracy. Te karty trzeba sprawdzić i napisać komentarz, aby uczeń wiedział, co robi dobrze, a gdzie popełnił błąd i powinien popracować. Jeżeli ktoś widział jaki charakter pisma mają obecnie uczniowie i jakim dramatem jest ich znajomość zasad pisowni języka ojczystego, to rozumie, że zajmuje to kilka godzin.
Po zajęciach trzeba oczywiście umyć naczynia, pochować odczynniki zgodnie z przepisami, schować do szaf naczynia, które zdążyły wyschnąć. Pracownia, która była zwykłą salą, nie ma zaplecza - nie można nic odłożyć "na później". Zresztą nie ma takiej ilości sprzętu, by można było sobie na to pozwolić.
A ze względu na kontakt z różnymi substancjami chemicznymi nie zostawia się tego paniom sprzątającym. To wszystko musi zrobić nauczyciel chemii. Mnie trochę ratuje zmywarka, którą w zeszłym roku dostałam od Rady rodziców na mikołajki.
W poniedziałek mam pod rząd trzy lekcje z klasami siódmymi. Ponieważ zaczynam o 8.00, to potrzebne rzeczy trzeba przygotować w piątek. Po 13 zabieram się do roboty. Najpierw trzeba ustawić stoły i krzesła. Tradycyjny układ się nie sprawdza w tym przypadku. Potem ruszam szykować sprzęt.
To muszą być trzy zestawy - jeden na stołach, a dwa na bocznym stole pod ścianą. Nie zdążę przecież nic przygotować na przerwach, bo mam dyżury. A kiedy sprzątnąć i wymienić naczynia na czyste po zajęciach, żeby móc pracować z kolejną klasą? Może trafią się znów uczniowie, którzy pomogą...
Klasy są zbyt duże, średnio 25 uczniów, więc zaplanowałam czteroosobowe grupy. To i tak oznacza uszykowanie 36 probówek, 72 naczyń na roztwory, 24 pipet Pasteura, 24 podkładek oraz równie sporej ilości naważek badanych substancji.
Skąd biorę sprzęt i odczynniki?
Tym też musi się zająć nauczyciel.
Część kupiłam z grantu na pracownię, część sfinansowano z budżetu obywatelskiego oraz Rady rodziców.
Znakomita jednak większość to #zerowaste 🙂
Rolę naczyń laboratoryjnych przejęły szklane opakowania po deserach z "owadziego" sklepu, z tworzyw sztucznych są dozowniki po kroplach do oczu czy pojemniki po lekach. Odpowiednio oczyszczone świetnie się sprawdzają na zajęciach - to daje im drugie życie chroniąc środowisko 🍀
I tak minął mój dzień - kolejny, zwykły dzień chemika pracującego w szkole podstawowej.
Wyszłam kwadrans po 16. Ciśnienie hydrostatyczne pewnego płynu ustrojowego dało znać o sobie - fizyki i biologii nie oszukasz, choć wielu się wydaje, że nauczyciele nie mają potrzeb fizjologicznych 😜
A według niektórych mediów i internetowych specjalistów udowadniających efekt Dunninga- Krugera nauczyciel pracuje tylko 18h na tydzień 😜

📷 Pracownia chemiczna w piątek przygotowana na poniedziałek, bo zajęcia zaczynam o 8.00

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szkoła a media

  Moim zdaniem mało kto zdaje sobie sprawę jak ogromne spustoszenie w edukacji zrobiły media i kreowany przez nie negatywny obraz szkoły. Ma...